Pamietacie domek z kartonu?
otoz mozecie o nim zapomniec
trzymal sie naprawde dzielnie
do czasu urodzin Taszki..
cztery na jednego - no chance i domek obecnie nie istnieje
no to wzielismy sie za namiocik..
nie bylo latwo, bo szycia, ciezkiego szycia,
krojenia, mierzenia, zszywania i obszywania mnostwo
ale dalysmy rade..
razem :)
Taszka jeszcze nie do końca zdrowa byla,
jesc nie chciala,
spac nie chciala,
marudna byla,
tylko ciagle u mamy na rekach..
szycie z dzieckiem na kolanie - no da sie jak sie maluszek uprze ;)
Tato wynalazl kije idealne,
material czekal w szafie:
cola, aparat, nawet woda morska pod reka ;)
ale pierwsze dni nie dalo rady
"mamusiu, opka" to juz po nocach sie snilo
A tak wracajac do choroby, biedne te dzieciaczki,
jedno lapie od drugiego, odpornosc ponizej zera..
tak jak zimową porą powinno byc za oknem ;)
Padnięte, kaszlące, spałysmy i spałysmy, obiad wciskałysmy i dalej spałysmy..
braciszek ogień rozpalił, juz tak dawno przyjemnie nie było..
fajne ciepelko, grube koce, bamboszki, herbatka (z Cola na zmiane ;P)
i do lozeczka
a potem -
kolejna nieprzespana noc..
5:30 ostatni raz zerkam na zegarek
(na marginesie chyba dopadają mnie migrenowe bóle głowy..
a czesto zastanawialam sie jak to jest mozliwe zeby az tak bolala glowa..
co zrobić..wiem juz ze jest to mozliwe i w stopniu ogromnym a fuuu!
pomoc potrzebna od zaraz ;))
Męża więc pilnowałam, co by na 5 do pracy dotarł
a jak już zasnęłam to dziękować, że późno,
bo gdzieś blisko 10tej budziła mnie Taszka
i tak o 13tej na drzemkę Ją wysylalam, licząc oczywiscie że też skorzystam..
ale nie tym razem i nie nastepnym
wiec zawzięcie kończyłam domeczek - zawzięcie,
bo, jak pisalam, z córeczką na jednym kolanie..
i nawet skończyłam!
T. nieoderwana od mamusi baaaardzo..
za nawet otwartymi drzwiami jak stawalam to zupelnie jakbym zniknela
bidulka moja :*
Jeden plus tego taki, ze przytulac sie chciala nieskonczenie <3
niefajne jest juz noszenie na rekach
to nie czasy niemowlaczka, kiedy to wydawala sie i tak coraz ciezsza..
teraz o tak! teraz, nie wtedy, była ciezka!
Toż to jak na silowni, trening non stop ;)
mowie Wam,
miesnie mam!
I tak wkółko,
leki podałam - na sen czekałam..
zaraz za Nią
ale to chyba jeszcze nie teraz
całkiem twarda byłam, niestety Ona tez,
sen = ostateczność ;)
Tak to w chorobach u wszystkich bywa, że łatwo nie jest..
Teraz dla odmiany palec u nogi w kolorach teczy posiadam ;)
Kolorowo na Święta się zrobiło :/
Ale nie o tym ;)
No to się szyje;
okienko - jest:
sciany - są:
szkielet - jest:
Ścianki już zszyte:
Pomocnik najcudowniejszy pod słońcem - też siż czasem uśmiechał ;)
i pomagać chciał, a jak nie wychodziło, to się denerwował, szkrabol <3
i powiem Wam, ze jest ktos, kto bardziej niz ja takie cieplo uwielbia..
To jest nasza Ika..
ktora widac..
i ktora mam wrazenie przed barierka moglaby nawet spac.. jak najblizej
i spi, odplywa, caly dzien jej nie ma :P
Pies to ma zycie <3
A namiocik teraz juz gotowy:
a jakis czas temu porobilam dodatki,
teraz je widac:
pompony, korona, gwiazdka, chmurka:
korona za duża, ale zabawa przednia ;)
tu też zabawy różne, a zdjęć całe mnóstwo:
"Siukaj Taśki"
"Mamus, kuku"
A teraz jest m.in. tak:
"Mamusiu, ziobać, kokam"
A tu dzisiaj, świątecznie:
Przy okazji świątecznych generalnych porządków, znalazłyśmy kaftanik r.56:
chyba juz troszke za maly
prezenty boskie, mamusine sówkowe skarpety <3, ale przymierzyć nie dała:
i tak połowa Świąt za nami :(
znów cały rok czekania
Ale jedno jest pewne, czym starsza, tym cudowniejsza <3
a Mamusine lovE do niej wieksze.
Otwieranie prezentów to było najlepsze, co w te Święta nas spotkało,
Jej radość, szaleństwo, skoki, tańce, ohy, ahy, jejciu, ojej, jaacie, dziecięcy słowotok,
zachwyt na twarzy..
zdjęcia nie oddaja tego, co to dziewcze małe wyprawiało <3
od choinki:
przez bombki:
po prezenty:
pełen zachwyt!
Nie wiedziałam co robić..
kręcić, fotografować, całować, ściskać..
Wszystkiego za malo ;)
Raz jeszcze Wesołych Świąt!
Wszystkie zdjęcia są naszą własnością i
nie moga być użyte bez naszej pisemnej zgody. Nie wyrażamy zgody na ich
kopiowanie, rozpowszechnianie czy edycję!
otoz mozecie o nim zapomniec
trzymal sie naprawde dzielnie
do czasu urodzin Taszki..
cztery na jednego - no chance i domek obecnie nie istnieje
no to wzielismy sie za namiocik..
nie bylo latwo, bo szycia, ciezkiego szycia,
krojenia, mierzenia, zszywania i obszywania mnostwo
ale dalysmy rade..
razem :)
Taszka jeszcze nie do końca zdrowa byla,
jesc nie chciala,
spac nie chciala,
marudna byla,
tylko ciagle u mamy na rekach..
szycie z dzieckiem na kolanie - no da sie jak sie maluszek uprze ;)
Tato wynalazl kije idealne,
material czekal w szafie:
cola, aparat, nawet woda morska pod reka ;)
ale pierwsze dni nie dalo rady
"mamusiu, opka" to juz po nocach sie snilo
A tak wracajac do choroby, biedne te dzieciaczki,
jedno lapie od drugiego, odpornosc ponizej zera..
tak jak zimową porą powinno byc za oknem ;)
Padnięte, kaszlące, spałysmy i spałysmy, obiad wciskałysmy i dalej spałysmy..
braciszek ogień rozpalił, juz tak dawno przyjemnie nie było..
fajne ciepelko, grube koce, bamboszki, herbatka (z Cola na zmiane ;P)
i do lozeczka
a potem -
kolejna nieprzespana noc..
5:30 ostatni raz zerkam na zegarek
(na marginesie chyba dopadają mnie migrenowe bóle głowy..
a czesto zastanawialam sie jak to jest mozliwe zeby az tak bolala glowa..
co zrobić..wiem juz ze jest to mozliwe i w stopniu ogromnym a fuuu!
pomoc potrzebna od zaraz ;))
Męża więc pilnowałam, co by na 5 do pracy dotarł
a jak już zasnęłam to dziękować, że późno,
bo gdzieś blisko 10tej budziła mnie Taszka
i tak o 13tej na drzemkę Ją wysylalam, licząc oczywiscie że też skorzystam..
ale nie tym razem i nie nastepnym
wiec zawzięcie kończyłam domeczek - zawzięcie,
bo, jak pisalam, z córeczką na jednym kolanie..
i nawet skończyłam!
T. nieoderwana od mamusi baaaardzo..
za nawet otwartymi drzwiami jak stawalam to zupelnie jakbym zniknela
bidulka moja :*
Jeden plus tego taki, ze przytulac sie chciala nieskonczenie <3
niefajne jest juz noszenie na rekach
to nie czasy niemowlaczka, kiedy to wydawala sie i tak coraz ciezsza..
teraz o tak! teraz, nie wtedy, była ciezka!
Toż to jak na silowni, trening non stop ;)
mowie Wam,
miesnie mam!
I tak wkółko,
leki podałam - na sen czekałam..
zaraz za Nią
ale to chyba jeszcze nie teraz
całkiem twarda byłam, niestety Ona tez,
sen = ostateczność ;)
Tak to w chorobach u wszystkich bywa, że łatwo nie jest..
Teraz dla odmiany palec u nogi w kolorach teczy posiadam ;)
Kolorowo na Święta się zrobiło :/
Ale nie o tym ;)
No to się szyje;
okienko - jest:
sciany - są:
szkielet - jest:
Ścianki już zszyte:
Pomocnik najcudowniejszy pod słońcem - też siż czasem uśmiechał ;)
i pomagać chciał, a jak nie wychodziło, to się denerwował, szkrabol <3
Kilka dni przerwy,
bo lewe udo mialabym wieksze niz prawe,
patrzac na ciezarek ;)
Taszuniu malutka, jeżeli kiedyś to przeczytasz,
to jesteś najlżejszym pióreczkiem na całym świecie :*
* * *
Znowu przedświąteczny nastrój:
i powiem Wam, ze jest ktos, kto bardziej niz ja takie cieplo uwielbia..
To jest nasza Ika..
ktora widac..
i ktora mam wrazenie przed barierka moglaby nawet spac.. jak najblizej
i spi, odplywa, caly dzien jej nie ma :P
Pies to ma zycie <3
A namiocik teraz juz gotowy:
a jakis czas temu porobilam dodatki,
teraz je widac:
pompony, korona, gwiazdka, chmurka:
korona za duża, ale zabawa przednia ;)
tu też zabawy różne, a zdjęć całe mnóstwo:
"Siukaj Taśki"
"Mamus, kuku"
A teraz jest m.in. tak:
"Mamusiu, ziobać, kokam"
A tu dzisiaj, świątecznie:
Przy okazji świątecznych generalnych porządków, znalazłyśmy kaftanik r.56:
chyba juz troszke za maly
loczki nabrały skrętów:
prezenty boskie, mamusine sówkowe skarpety <3, ale przymierzyć nie dała:
i tak połowa Świąt za nami :(
znów cały rok czekania
Ale jedno jest pewne, czym starsza, tym cudowniejsza <3
a Mamusine lovE do niej wieksze.
Otwieranie prezentów to było najlepsze, co w te Święta nas spotkało,
Jej radość, szaleństwo, skoki, tańce, ohy, ahy, jejciu, ojej, jaacie, dziecięcy słowotok,
zachwyt na twarzy..
zdjęcia nie oddaja tego, co to dziewcze małe wyprawiało <3
od choinki:
przez bombki:
po prezenty:
pełen zachwyt!
Nie wiedziałam co robić..
kręcić, fotografować, całować, ściskać..
Wszystkiego za malo ;)
Raz jeszcze Wesołych Świąt!
















































Cudny domek, akurat wstawiłam na bloga nową notkę ze zdjęciem Mi w tipi. Co prawda nie tak urodziwym, za to takim prawdziwym indiańskim ogromnym. U Was jak zwykle wszystko piękne i ze smakiem. A poducha-gwiazdka- cudo! Nawet nie chcę myśleć ile wysiłku trzeba włożyć w taki piękny namiot i te wszystkie perełki, podziwiam. Cóż, zapraszam na nasze, chaotyczne i pstrokate podwórko :)
OdpowiedzUsuńwidzialam olbrzymie i boskie <3 a Coreczki wloski jeszcze cudniejsze ;) a ja dziekuje za mile slowa!
Usuń