niestety uszycie takiego kocyka wlasnymi rekoma... ajc to byloby dopiero wyzwanie
tak sie jednak zlozylo ze moja mamusia kupila mi maszyne do szycia, chyba juz wszyscy mieli dosc nocnych maratonow szycia, nie pomysleli natomiast ze szycie reczne jest znacznie cichsze niz maszynowe zwlaszcza noca ;)
nie, nie, nie jestem taka wredna ;) nie szyje maszyna po nocach ;)
wracajac do patchworku - moze sprobowac?
czemu nie..
linijka, olowek, ekierka... przydaly sie komplety jeszcze z mojej ulubionej matematyki
do tego nozyce, zelazko, maszyna, igly, nici... jeny ile tego bylo ;)
no to ruszylam... ale w dzien, co latwe nie bylo bo coreczka pierwsza na skrawkach siedziala i mamusi poukladac po swojemu probowala ;p
pozszywalam, ponacinalam, poprasowalam i powstal :)
a razem z nim kociaczkowa podusia ;)
nie zgadzam sie na kopiowanie, wykorzystywanie i jakiekolwiek przetwarzanie moich zdjec


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz